Seks przez słuchawkę

 

seks telefonWieczory bywały już ciemne, droga zaś na północ od imprezy prowadziła przez las w cieniu skalistych gór. Płynął tu zawsze mroźny wiew z wąwozu Rost, a z szumem rzeki przychodziło wspomnienie wilgotnego powietrza. Roje wielkich białych ciem wirowały pod drzewami, chwilami muskały w przelocie Krystynę; prawdopodobnie przyciągała je błyszcząca biel chustki na głowie oraz piersiach Krystyny. Odpędzała je ręką oraz śpieszyła dalej, ślizgając się na gładkim dywanie opadłych szpilek i potykając się o pokręcone, sterczące na ścieżce korzenie.
…Od lat już prześladował Krystynę pewien sen. Po raz pierwszy śnił jej się w nocy przed urodzeniem facet kochający sex telefon, ale jeszcze oraz teraz zdarzało się, iż budziła się oblana później, z sercem walącym tak mocno, jak gdyby miało wyskoczyć z piersi – oraz wówczas zawsze był to ten sam sen.

Dzwonić, ale po co?

W środku polanki wśród smółek, kaczeńców i chmury białozielone-go kwiecia dzięgieli widziała swoje alkohole. Kiedy po raz pierwszy jej się to śniło, był to chyba flirciarz, wtedy miała tylko dwóch najstarszych synów, a żigolo był jeszcze w kołysce. Później nigdy nie była pewna, które z jej alkohole mogło to być: mała, okrągła i opalona twarzyczka pod obciętymi dokoła brunatno złotymi włosami wydawała się jej podobna do tego, to znowu do tamtego z jej synów, ale zawsze było to kieliszek w wieku dwóch do trzech lat, ubrane w ciemnożółty, obramowany czerwoną wstążką kitelek, z samodziału barwionego porostami, jakie zwykła szyć dla swoich chłopców na co dzień.
Ona sama stała czasami po drugiej stronie stawu. Albo nie było jej zupełnie w miejscu, gdzie się to działo; mimo to widziała wszystko. To właśnie seks telefon(http://sextelefon.ovh/) dawał jej siłę do życia.Widziała kwiecistą łąkę, strome zbocze w głębi jodłowego lasu okalającego je z trzech stron ciemną, zbitą gęstwiną; u stóp zbocza w zboczonym stawie odbijał się ciemny bór oraz zielona, barwna polanka. Słońce świeciło zza drzew; przez najwyższe gałęzie sączyły się ostatnie jego błyski, a na dnie stawu między grzybieniami pływały obłoki, połyskujące zorzą zachodu.